Przygody małego warchlaka

Przygody małego warchlaka

Bajka terapeutyczna ma na celu pokazanie dzieciom, że akceptacja siebie po wypadkach, w których zostały niepełnosprawne nie zawsze musi zniszczyć ich marzenia i należy do nich dążyć niezależnie od niedomagań, gdyż podążanie za marzeniami wywołują u każdego z nas szczęście i daje siłę do życia.

W Samym środku tysiącletniego lasu był rezerwat zwierząt, w którym mieszkały przeróżne zwierzątka. Były wielkie włochate żubry, jelenie, sarny, stadko koników polskich, para rysi, rodzinka borsuków i gromada dzików. Rezerwat, w którym mieszkały zwierzęta, był na tyle obszerny, że każde ze zwierząt miało wystarczająco miejsca dla siebie. Rezerwat był otoczony wysokim drewnianym płotem, za którym rozciągała się puszcza. W środku zagrody były specjalne miejsca, w których codziennie zwierzęta spały oraz jadły i piły. Każdego dnia Leśniczy przyjeżdżał wozem konnym, zaopatrzonym w pożywienie dla zwierząt. Było to najczęściej siano i owies. Od czasu do czasu przywożono zwierzętom przysmaki takie jak kukurydza, jabłuszka, tudzież marchewki.

W gromadce dzików najmłodszy był warchlak o imieniu Czochran, co w mowie dzików oznaczało „Ciekawy świata”. Młodego dzika każdy z mieszkańców rezerwatu znał, ponieważ był bardzo ciekawski i zadawał wiele pytań. Czochran bardzo lubił towarzystwo. Nigdy nie odmawiał zabawy innym warchlaczkom. Szczególnie upodobał sobie zabawę w ganianego z Borsukiem. Bardzo też chciał, aby konie nauczyły go galopu. Był On bardzo wesołym i ciekawskim zwierzątkiem, które znały wszystkie zwierzęta w rezerwacie i którego było wszędzie pełno.

Warchlak często też wybierał się na samotne spacery wzdłuż płotu. Potrafił codziennie okrążyć cały rezerwat. Znał każdą szczelinę w płocie przez, którą można było obserwować świata za nim. Zawsze fascynowała go obserwacja z zaciekawieniem, tajemniczej puszczy. Zastanawiał się co może się tam znajdować i co jest dalej za drzewami, które są w zasięgu wzroku. Gdy tak patrzył przez największy sęk w płocie, przy którym zatrzymywał się na dłuższą chwilę, ujrzał dziwne niewielkie zwierzątko o rudym kolorze i długim puszystym ogonie. Zaczął wołać stworzenie, aby do niego podeszło. Jednak przybysz z puszczy, kiedy usłyszał głos Czochrana, przestraszył się i uciekł. Dzik zafascynowany nowym odkryciem popędził do rodziców tak szybko, że zgubił wszystkie latające nad nim muchy. Jednak, kiedy dobiegł do swojego domku, okazało się, że nikogo w nim nie ma. Szybko domyślił się, że w tak upalny dzień wszyscy pewnie poszli nad stawek, który był nieopodal. Kiedy tam dobiegł, zwierzęta spokojnie taplały się dla ochłody w błocie.

-Mamo, Tato! – krzyknął z daleka Czochran.

-Co się stało Czochrusiu? Jesteś cały? – zapytali zaniepokojenie rodzice.

-Tam… tam za ogrodzeniem widziałem jakieś zwierzątko, które wyglądało zupełnie inaczej niż mieszkańcy naszego rezerwatu! Było rude i miało długi ogon i dziwne sterczące uszy.

Nagle wszyscy zaczęli chichotać. Czochruś nie wiedział, dlaczego tak się śmieją, aż w końcu Mama wyjaśniła mu, co zobaczył.

-Synku! To był Lis.

-Kim jest Lis?

-Lis jest zwierzątkiem, które mieszka w puszczy.

-Czy to oznacza, że w puszczy mieszkają tylko Lisy ?

-Nie Czochrusiu — zaśmiała się mama — w puszczy mieszka wiele innych gatunków zwierząt. Żyją tam Sowy, Bobry, Łasice, Rysie i Wilki.

-Jak one wyglądają? Co Lubią ? Co jedzą? – zadawał pytania podekscytowany warchlak.

-Spokojnie Synku, wieczorem razem z tatą o wszystkich zwierzątkach ci opowiemy.

Następnego dnia młody warchlak wstał o świcie. Od razu pobiegł do dziury w płocie z nadzieją, że spotka jakieś zwierze, o którym tak wiele słyszał poprzedniego wieczoru. Niestety nikt się nie pojawił po drugiej stronie drewnianego płotu.

Od tej pory młody warchlak potrafił siedzieć cały dzień przy wielkim plocie w nadziei, że pojawi się Lis albo jakieś inne zwierzę. Kiedy pewnego dnia zaczęło robić się ciemno i Czochran chciał już wracać do domu, nagle usłyszał pohukiwanie. Zajrzał przez drewnianą szczelinę i ujrzał na starym dębie, ptaka o wielkich oczach i brązowych piórach. Szybko skojarzył, że jest to Sowa, o której opowiadał mu ojciec. Czochruś nie mógł przepuścić takiej okazji. Musiał dowiedzieć się od mądrego Puchacza jak się żyje w Puszczy.

Zawołał:

-Sowo, Sowo! Tutaj jestem, za płotem ! Nazywam się Czochran i jestem dzikiem.

Na to sowa odpowiedziała.

-Witaj Czochranie. Huhu. Czy coś ci się stało, że tak mnie głośno wołasz?

-Nie, chciałem się tylko dowiedzieć, jak ci się żyje w puszczy?

-Huhu. Tutaj w Puszczy jest wspaniale, możemy poruszać się po całym wielkim lesie, bawić się ze wszystkim zwierzętami. Rośnie tu wiele pięknych roślin, drzewa sięgają chmur, mamy również ogromne polany, na których można się wylegiwać na słońcu. Każde miejsce jest piękne i jedyne w swoim rodzaju.

-Jak Fajnie! Chce się stąd wydostać i zobaczyć te piękne miejsca -rozmarzył się dzik.

– Musisz sobie zdać sprawę, że nie tak łatwo tu żyć. – powiedziała Sowa, przerywając zamyślenie Czochrana. – Kiedy nadchodzi długa i mroźna zima jest bardzo ciężko, czasem brakuje pożywienia. A kiedy zaczyna się okres polowań słychać strzały i trzeba się chować, by nie zostać postrzelonym przez ludzi w zielonych ubraniach. Lepiej zostań tam, gdzie wszystkiego masz pod dostatkiem, i jest bezpiecznie. Jesteś jeszcze bardzo młody, tu gdzie mieszkasz, jest bezpiecznie i nie należy tego zmieniać. Muszę już lecieć do mojej rodziny. Do widzenia. Huhu

– Do widzenia Sowo

Warchlak pomyślał, że nie może być tak strasznie, jak mówi Sowa. Przecież on zna człowieka w zielonym ubranku i jest ona bardzo miły. Codziennie przyjeżdża i przywozi wszystkim zwierzętom jedzenie.

Kiedy Czochruś wrócił do domu, opowiedział rodzicom o spotkaniu z ptakiem i oznajmił, że jego marzeniem jest zamieszkać w puszczy. Rodzice nie byli zachwyceni jego pomysłem. Uważali, że życie w puszy jest bardzo niebezpieczne i pragnęli odwieść od tego pomysłu swojego synka. Nic jednak nie było wstanie przekonać warchlaka. Postanowił, że przyszłą wiosną, kiedy będzie już większy i silniejszy ucieknie z rezerwatu. Codziennie myślał, jak będzie wyglądało jego wymarzone, mieszkanie w puszczy.

Pewnego słonecznego dnia Czochran przy zabawie z innymi dzikami, młody warchlak niefortunnie upadł i skaleczył się w nogę. Po kilku dniach warchlak czul się coraz gorzej. Nie mógł chodzić i był bardzo osowiały. Leśniczy karmiący zwierzęta bardzo się zaniepokoił faktem, że młodego dzika nie ma od paru dni na porannym karmieniu. Poszedł sprawdzić co się z nim dzieje. Przejął się, że Czochran, który miał zawsze pełno energii teraz leży i nie potrafi się podnieść. Postanowił wezwać do niego weterynarza. Lekarz zbadał dzika, podał mu lekarstwa i powiedziała Leśniczemu, że jest mu bardzo przykro, ale młody dzik już nigdy nie będzie miał sprawnej nogi. Czochran obserwując rozmowę dwóch mężczyzn, że nie jest z Nim dobrze zrozumiał, że bez sprawnej nogi nie spełni swoich marzeń, nie będzie mógł skakać i biegać jak dawniej.

Od tamtego dnia warchlak całymi dniami leżał smutny pod dębem. Obserwował jak się bawią inne dziki i płakał. Myślał sobie, że z trzema sprawnymi nogami nie da rady się nawet dobrze wytaplać w błocie. Wprawdzie wszyscy mieszkańcy rezerwatu pocieszali go i namawiali, aby spróbował zrobić parę kroków, ale on na te słowa zachęty był całkowicie obojętny. Zwierzęta tłumaczyły mu, że wprawdzie już nigdy nie będzie tak szybko biegać, ale może robić inne wspaniałe rzeczy. Czochran nikogo nie chciał słuchać. Coraz bardziej się pogrążał w rozpaczy.

Mijały miesiące. Z małego warchlaka z pięknym białymi prążkami na grzbiecie wyrósł wielki dorodny odyniec. Nie zmienił się tylko jego nastrój. Nadal był smutny i osowiały. Leżał całymi dniami pod ogromnym drzewem i patrzył, jak inne zwierzęta się bawią, rozmawiają, biegają i śmieją się. Nie było już w Nim ciekawości świata ani chęci bycia towarzyskim. Czasem nawet zdarzało mu się być niemiłym dla innych zwierząt.

Pewnego wieczora, kiedy wszystkie zwierzęta poszły spać, Czochran utykając na nogę, wolno powędrował w kierunku dziury w płocie, do której tak chętnie chodził, gdy był jeszcze młody. Kiedy tam dotarł, zobaczył, że z płotu wypadła deska tworząc sporą przerwę w płocie przez, którą mógłby wyjść poza rezerwat. W jednej chwili przypomniało mu się Jego marzenie o ucieczce i powróciło pragnienia życia na wolności. Jednak teraz stojąc przed tą szansą poczuł, że nie może ruszyć żadną racicą. Stał jak zaczarowany, onieśmielony perspektywą spełnienia młodzieńczych marzeń. W jego dorosłych już oczach pojawiły się łzy. Czuł ucisk w sercu i lek, że jego młodzieńcze marzenia mogą nigdy się nie spełnić.

Minęła noc a Czochran dalej stał i zastanawiał się co ma zrobić. Wahał się. Przychodziły mu różne myśli do głowy. Najbardziej obawiał się tego, że sobie nie poradzi na trzech nogach w wielkiej puszczy. Nagle ośmielony porannym słońcem spróbował wystawić najpierw ryjek, a później przednie kopyta, aż w końcu całe ciało Czochrana znalazło się na drugiej stronie płotu. Dzik nie dowierzał, że w końcu odważył się na ten krok. Czuł niepewność, chociaż nigdy przedtem nie był tak pewny swojej decyzji. Przed nim rozpościerała się nieograniczona przestrzeń pełna zagadek i miejsc do odkrycia. Piękna, potężna i niebezpieczna puszcza. Poczuł radość i siłę. Cała niepewność przed tak tajemniczym lasem, w czarodziejski sposób zachęcała go do zrobienia kolejnego kroku. Wiedział, że to może być pierwszy krok ku wolności i jednocześnie ostatni, żegnający przeszłość w rezerwacie. Zrobił więc ten krok. Po chwili drugi. Uśmiechnął się najszczerzej jak potrafił i pobiegł w głuszę puszczy. Utykając, biegł między drzewami, krzewami i roślinami, których nie miał nigdy wcześniej okazji poznać. W wielkim ciele dorosłego odyńca odrodził się mały, pełen życia warchlak. To on, Czochran, nowy odkrywca puszczy! Pionier wśród dzików z zagrody. Czochran był z siebie tak dumny i zadowolony, że zapomniał o swojej chorej nodze, która była przez ostatnie miesiące dla niego wielkim ciężarem. I przez którą prawie zrezygnował z największego marzenia.

Pierwsze dni wolności, młody Odyniec spędził na brykaniu. Chciał zobaczyć jak najwięcej miejsc naraz. Dzięki temu nauczył się trójnożnego galopu – jego własnego stylu biegania. Jedzenia było w puszczy pod dostatkiem, w końcu wiosną pod ziemią było pełno młodych korzeni. Codziennie poznawał nowe dla siebie zwierzątka. Zaprzyjaźnił się z Rysiem, który pozwolił mu nocować koło siebie. W nocy Ryś wybierał się na polowanie a Czochran zagrzebywał się w liście i czekał na sen. Patrzył w niebo na rogal księżyca, wsłuchiwał się w nocne odgłosy lasu. Sowa pohukiwała, polne myszki buszowały w liściach, drzewa leciutko szumiały i uśpiły Czochrusia. Czochran snił, że jest w środ swoich braci, że razem taplają się w błotku i chrupią żołędzie. Gdy nad ranem Czochran się obudził, Ryś spał obok, cichutko posapując. Dzik rozejrzał się, słoneczko wschodziło, mgła opadała, świerki leciutko się kołysały a ptaszki tak pięknie śpiewały. – Jaki piękny jest ten las, westchnął Czochruś. Mam dobrych przyjaciół, czuję, że mogę wszystko. Pewnego dnia Rys z Czochranem zawędrowali na skraj lasu i nagle przerażeni zobaczyli, jak rodzinka jeżyków drepcze wolnymi kroczkami przez polna drogę, po której jedzie samochód. Pojazd zbliżał się do gromadki jeży, Czochran chrząknął i pędem wbiegł na jezdnie aby zepchnąć ryjkiem jeżyki do rowu. Rys patrzył zachwycony.

– Czochrusiu! Brawo, uratowałeś jeże, masz tylko trzy nóżki a tyle sprytu i dobre serduszko.

– Eee to nic takiego – powiedział skromnie Odyniec.

– O zobacz idzie tu do nas cała rodzinka jeżyków – zawołal Ryś. Tata jeżyk z małymi jeżykami zadarli łebki do góry.

– Panie dziku dziękujemy.

-O jak milo szepnął Czochran. – Nad nimi siedziała na sośnie sroka i wszystko obserwowała, a że lubiła ploteczki, to szybko po całym lesie rozeszła się wieść o wyczynie Dzika. Zwierzęta zbiegły się by podziwiać Czochrana. Dumny dzik stał się bohaterem. Czochran pomyslał

– jakże piękny jest leśny świat, mam tylu przyjaciół i mogę im pomagać. Hura, ja przecież wszystko mogę!

Po kilku miesiącach Czochran zdecydował się odwiedzić swoich przyjaciół i rodzinę z rezerwatu. Okazało się, że płot był już naprawiony i nie mógł wejść do środka. Zdołał jednak znaleźć szczelinę w płocie, przez którą opowiadał wszystkim swoje przygody z puszczy. Zawsze, gdy przychodził, wszystkie zwierzęta zbierały się przy ogrodzeniu, by z zaciekawieniem słuchać pięknych i ciekawych opowieści Czochrana. On sam uwielbiał odkrywać przed swoimi przyjaciółmi tajemnice puszczy i dzielić się z nimi swoimi odkryciami. Wiedział, że wszystko zawdzięcza swoim marzeniom i temu, że z nich nie zrezygnował. Od momentu ucieczki z rezerwatu nauczył się wykorzystywać wszystkie swoje możliwości. Nauczył się siebie od nowa. Nauczył się, że przyszłość zawsze może być pełna przygód.

Autorzy: Katarzyna Baran-Ziobro i Marek Ziobro

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *